– Myślę, że to chyba już wszystkie potrzebne nam składniki, teraz trzeba je tylko zdobyć i nauczyć się łączyć.
– Dobra, co wiemy na pewno?
– Przed wlaniem do kotła łyżki krwi driady trzeba ją zmieszać z pięcioma łyżkami krwi jednorożca. Pazury gryfa należy naciąć srebrnym ostrzem i potem zmieszać dziesięć łyżek śluzu z ugotowanym wcześniej rogiem buchorożca i cierniami róży nadziei. Smoczą papryczkę pokrojoną w kostkę dodajemy na końcu. Skrzydła chochlika dodajemy na samym początku i trzeba uważać, aby przed dodaniem nadziei nie rozerwać ich. Plus parę oczywistych rzeczy dotyczących mieszania. I nadal nie mamy pojęcia, co zrobić z owocem Himalai, aby nie zamroził eliksiru. Nie możemy skorzystać ze smoczych, bo owoc dodajemy jako drugi.
– Może spopielimy go?
– Właśnie, i dodamy łzy feniksa!
* * *
– Uwaga. Na za tydzień praca w parach. Macie zrobić wypracowanie na co najmniej cztery stopy na temat zmiany istot nieożywionych w ożywione. Stworzyłam już listę.
Lily pilnie wyczekiwała na swoje nazwisko, nie spuszczając wzroku z profesorki.
– Lily Evans i James Potter.
– Co?! – wykrzyknęła Lily. – Ale, proszę pani…
Kobieta uciszyła ją gestem dłoni. James wyszczerzył się do Syrusza.
– Ponieważ jest was nieparzyście to Remus Lupin, Peter Pettigrew i Syriusz Black będą w trójkę – zakończyła McGonagall.
Gdy lekcja się skończyła, James podszedł do Lily.
– To co? Kiedy robimy razem projekt? – zapytał.
– Zrobię go sama – odparła, zakładając torbę na ramię.
– O nie, ślicznotko, to też mój projekt – odparł, a Lily wiedziała, że już go nie przekona.
– Mam jeszcze jedną lekcję i potem chcę chwilę odpocząć, bądź za dwie godziny w bibliotece.
Lily przyszła przed czasem i z pomocą Remusa wyszukała wszelakie książki na temat transmutacji przedmiotów w istoty żywe i razem znaleźli wszystkie potrzebne informacje.
– Remus, dlaczego James musi być taki beznadziejny?
– Nie mam pojęcia. On zawsze się tak zachowuje przy ludziach. Gdy jesteśmy sami jest zupełnie inny. Wie, że mi raczej nie zaimponuje, natomiast Peterowi może z łatwością, a z Syriuszem stara się być bardziej wyluzowany. Normalnie potrafi zachować powagę, chociaż przy eliksirach zawsze się na mnie obraża.
– Za co? – zapytała.
– Za to, że nie pozwalam mu zrobić błędu typu krojenie wątroby hipogryfa…
– Jak można tego nie wiedzieć?
Wzruszył ramionami.
– James idzie, powodzenia! – odparł i odszedł w stronę sterty notatek, które zrobił, aby samemu napisać tę pracę grupową. Peter i Syriusz tylko mu przy niej zawadzali.
– Witaj, Evans – rzekł James.
– Witaj, Potter – odparła bez entuzjazmu.
– To co mam robić?
– Ja podyktuję ci wszystko, ty postarasz się napisać to najładniej jak umiesz, potem ja sobie to rozplanuję, a ty poszukasz ładnych zdjęć w tych książkach. Pracę potem biorę ja, bo nie wierzę, że jej nie zniszczysz i że ją przyniesiesz. Pisz wielkimi literami: „PRZEMIANA PRZEDMIOTÓW W ŻYWE STWORZENIA”. Teraz linijka przerwy i pisz już normalnie. Wiesz, że istnieje coś takiego jak wcięcie akapitowe, Potter?!
Z czasem już uspokoiła się i okazało się, że potrafią normalnie współpracować. Gdy James się postarał, potrafił całkiem ładnie pisać, więc uznali przepisywanie za zbędne. W czasie, gdy James wyszukiwał ciekawych zdjęć, Lily przerysowywała je.
– Piękne – rzekł James, oglądając grupkę rysunków przedstawiających pięć ołówków, które pewien mężczyzna zamienił w niemowlaki.
– Dziękuję – odparła.
– A co sądzisz o tym?
Zdjęcie przedstawiało małego chłopca jadącego na krokodylu i złą czarownicę w tle.
– Może być – rzekła i zaczęła przerysowywać zdjęcie, robiąc różdżką odstęp pomiędzy dwoma akapitami, aby móc zmieścić całość.
– Jak on dosiadał tej miotły? – zdziwił się chłopak. – I ma mugolskie ubranie, to trochę nie pasuje do quidditcha.
– To mugol jadący na deskorolce.
James zmarszczył brwi. Dziewczyna poszukała wolnego kawałka papieru i zaczęła mu to rysować.
– Tu ma kółka jak w powozach, a tu się stoi… Wiesz co? Później ci pokażę. Najpierw dokończmy to.
Gdy wyszli z biblioteki, Lily podała wypracowanie Jamesowi, a sama powiedziała:
– Accio Desia – powiedziała przywołując deskorolkę po imieniu, z kufra w swoim dormitorium.
Chwilę czekali, ale w końcu jej piękna, zielona deskorolka pojawiła się na horyzoncie. Gdy Desia upadła przed nią na podłogę, kawałek pojechała, a jej koła świeciły się na kolorowo.
Lily położyła prawą nogę tuż przy pierwszych śrubach i odepchnęła się kilka razy drugą. Gdy była tuż przy zakręcie ładnie podskoczyła wraz z deską obracając się wraz z nią o sto osiemdziesiąt stopni. Ponownie kilka razy się odepchnęła i podjechała do Jamesa.
Widząc jego minę cieszył się, że mu zaimponowała.
– To było świetne! Nauczysz mnie tego? Niech ci będzie – odparła. – Ale na boisku quidditcha. Pod trybunami jest kawałek prostej drogi. Na niej poćwiczymy. Jutro o szóstej rano.
Kolejnego dnia zjawił się punktualnie, co ją zdziwiło. Liczyła, że nie przyjdzie z powodu wczesnej pory.
– Spójrz. Czubek buta ma być przy pierwszych śrubkach. Potem wystarczy odepchnąć się, na początku zrób to lekko. Potem stawiasz drugą nogę tu.
Cassandra, obserwująca wszystko z boku zaśmiała się.
– Cassy, wszyscy pamiętamy twoją naukę jazdy – krzyknęła Lily.
Była to prawda. Dziewczyny sąsiadowały ze sobą, jednak gdy miały po dziewięć lat bliźniaczki przeprowadziły się do Londynu.
– Miałam wtedy sześć, nie szesnaście lat i od razu ogarnęłam, co i jak.
– No oczywiście – prychnęła Amanda. – Trzy okrążenia boiska, idziesz?
– Jasne – rzekła.
Siostry pobiegły, a Lily i James zostali sami.
– Dobra, jeszcze tak na wszelki wypadek jesteś prawo- czy lewonożny?
– Yyyy…
– Dobra spróbujemy po kolei na obie. Zacznijmy od przetestowania lewej, bo będzie mi łatwiej cię podtrzymać. Postaw nogę tu. Dobra. Teraz odbij się drugą i postaw ją tak, aby szła po obu parach śrubek.
Jamesowi szło beznadziejnie, ale okazał się prawonożny. Po godzinie ćwiczeń Lily skończyła lekcje i przebiegła jedno kółko z dziewczynami.
* * *
– I jak poszła lekcja SPORTU Z EVANS?
– Cassandra twierdzi, że beznadziejne a Amanda, że widziała gorsze przypadki, natomiast Lily nic nie mówiła.
– Jak ty wytrzymałeś z nią godzinę? – zapytał Syriusz. – Ciągle się pewnie wymądrzała…
– Nie, wymądrzała się mniej niż Lunio wieczorem.
– Ej! – krzyknął Remus, blady z powodu zbliżającej się pełni
– No, udało ci się wreszcie umówić z miłością swego życia? – wyszczerzył się Syriusz.
Zakładał właśnie zegarek, który pięć dni wcześniej dostał od rodziców Jamesa na urodziny.
– Nie jest wcale taka okropna jak myślałem – James jakby w ogóle nie usłyszał pytania.
– Mówiłem – odparł Remus.
„I przy tym całkiem ładna” – pomyślał Rogacz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz