piątek, 14 października 2016

Miniaturka I „Planeta słoniolotów”

Miniaturka jest zupełnie niezwiązana z tematem, ale napisałam ją do szkoły i czuję potrzebę opublikowania. Tematyka science fiction.

Planeta słoniolotów


– Uwaga, trzymaj się mocno – krzyknęła Aira.
    Pojazd gwałtownie zahamował, jednak i tak zatrzęsło nim podczas uderzenia w ziemię. Gdy kurz opadł, a wycieraczka oczyściła szyby, ukazał im się się gaj, który w niczym nie przypominał tych na Plutonie. Zresztą cała okolica go nie przypominała.
    Niebo było tam, o dziwo, całkiem złote, jednak ziemia w niczym nie przypominała żadnej z planet będących blisko słońca. Podłoże miało jaskraworóżowy kolor, który jednak nie raził w oczy.
    Gaj przed nimi w całości składał się z kaktusów. Pod każdym z nich stało coś w rodzaju olbrzymiej łupiny orzecha, a z igiełek kapał jakiś płyn. Żadne stworzenie nie kręciło
Podeszli do bocznej szyby. Rozciągał się tam las. Ale korony drzew bardziej przypomniały kwiaty niż konary. Pnie miały kolor zielony i błyszczały się w blasku słońca.
Spojrzała na brata. Wyglądał na równie oniemiałego, co ona. Przyglądał się wszystkiemu z zaciekawieniem postawiwszy duże rude uszy na sztorc. Ręką drapał się po porośniętej niebieskimi włosami głowie. Ogon, zwykle machający pospiesznie i uniesiony do góry, opadł na podłogę.
    Spojrzałam jeszcze na przednią szybę i usiadłam ze zdziwienia. Siedziało na niej coś przypominającego człowieka, jednak całkowicie porośniętego złotym futrem. Najdziwniejsza była jednak głowa. Wyglądała jak wielka cytryna z potwornymi zębami i wielkimi jak śliwki oczami.
    Zaraz za nim przybiegła masa innych biegnąc zapewne z części lasku, której nie zdążyli jeszcze obejrzeć lub od tyłu, gdzie oblegała ich cała masa tych „cytryn”. Jednej udało się znaleźć zbiornik wody, którego zwór musiał zostać uszkodzony podczas upadku. Cytryna więc tylko delikatnym uderzeniem zniszczyła zawór wody.
    Dość tego – pomyślała Aira i złapała za broń dźwiękową. Rzuciła bratu parę zatyczek do uszu i sama sobie włożyła.
    Weszła do miniaturowej windy i dotknęła skanera kciukiem, mówiąc:
    – W górę!
    Szybciej niż chciała wjechała na dach, jednak tam sparaliżował ją strach. Cytryny prawie mogły ją dosięgnąć a ich miny nie wyglądały pokojowo. Potem jednak spojrzała na laser i nabrała odwagi. Każdy kto słyszy szybko się stąd wyniesie!
    Wcisnęła dolny przycisk i wycelowała w niebo. Mały głośniczek wrzasnął przeszywająco a niedomknięte zatyczki sprawiły, że usłyszała ten dźwięk i mimowolnie przypomniała sobie o wszystkich katastrofach na obcych planetach.
    To tylko działanie lasera, to tylko działanie lasera… – powtarzała w myślach i starała się uspokoić. Na szczęście wszystkie cytryny uciekły, ale zarazem inne stworzenia, w tym te w gniazdach poderwały się w górę. Nie zdążyła im się przyjrzeć. Nadal zamykała oczy.
    Po chwili otworzyła je i drżącą ręką przyłożyła kciuk do skanera, wykrzykując komendę. Gdy była na dole podeszła do głównego komputera, który zajmował połowę tylnej ściany pojazdu.
    – Mendo! Gdzieś ty nas wywiozła?! – wrzasnęła Aira.
    Komputer nie odpowiedział. Złapała telefon i wyraźnie powiedziała:
    – Menda.
    Na ekranie pojawiła się głowa misia, jak zawsze dopasowana do obramowania.
    – Słucham? – ziewnęła.
    – Gdzie jesteśmy? Dlaczego nie na Plutonie?! Chyba nie chcesz abyśmy poszukali innej sztucznej inteligencji, bo ty się nadajesz tylko na złomowisko!!! – krzyczała.
    – Uspokój się – powiedział Zor. – Przecież się stara!
    – Mogłaby się starać bardziej – wysyczała przez zaciśnięte zęby.
    – Dzwoń do mamy – rzekł Zor.
    – Się robi! – pisnęła entuzjastycznie Menda.
    – Migiem!!! Po co oddawaliśmy cię do tego cyborga, Mika? Trzeba było się wywalić!
    – Uspokój się! – Rzucił w nią deskolotką.
    – Idę na rekonesans, bo z nią to się nigdy nie doczekamy.
    Złapała deskolotkę i przyczepiła broń do pasa, wcześniej dokładnie wciskając zatyczki.
Za pomocą kciuka i komendy otworzyła okno. Upewniła się, że ma dopięte nogi i wyleciała. Gdy była wysoko coś ją złapało. Próbowała wyjąć broń, ale była zbyt silnie dociśnięta. Krzyknęła, jednak była już daleko od  swojego pojazdu. Próbowała się wyrwać, ale nic z tego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz