niedziela, 9 października 2016

5. „Ech, przebiegnę się po Zakazanym Lesie”

Remus i Amanda jak zwykle razem przeglądali książki.
– Szukasz czegoś konkretnego? – zapytał, marsząc brwi.
– Potrzebuję wiedzieć jak najwięcej o jednorożcach, szczególnie, gdzie je można spotkać. To zawsze były moje ulubione zwierzęta – wyjaśniła pospiesznie.
– Hagrid mówił, że całe stado żyje w Zakazanym Lesie.
– Naprawdę? Dzięki, Remi.
– A po co ci to?
– Chciałabym zobaczyć swoje ulubione stworzenie.
– Jeśli pójdziesz do Hagrida on na pewno ci pomoże.
– Wolałabym poszukać sama! – stwierdziła i przytuliła chłopaka, po czym wybiegła z biblioteki, zostawiając napisane wypracowanie z eliksirów.
Remus zwinął je i wziął ze sobą. Nie chciał, aby cała jej praca się zmarnowała w rękach jakiegoś Ślizgona.

*    *    *

Cassandra i Syriusz spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Chłopak i tak lubił ją najbardziej z dziewczyn z jego roku, a teraz przestała rzucać w niego zaklęciami przy każdym spotkaniu. Lubił z nią rozmawiać na temat animagii. Cieszył się widząc podziw w jej oczach.
Pominął to, że pozostali chłopacy również mieli dar zmiany w zwierzęta. Nie ufał jej na tyle, mimo że bardzo ją polubił.
– Brakuje mi jeszcze kilku składników do pewnego eliksiru, ale może być  ciężko – powiedziała.
– Może ci pomóc? – zapytał z uśmiechem.
– Zrobiłbyś to?
– Jasne, czego potrzebujesz?
– Krwi jednorożca.
– Czego? – powtórzył osłupiały.
– Nie zamierzam zabijać jednorożca, to sprowadza przekleństwo. Chcę uzyskać pozwolenie na odrobinę. W Zakazanym Lesie żyje pewne stado. Jeśli od każdego osobnika dostanę po małej buteleczce to wystarczy. Zamierzałam pójść tam z Amandą, ale gdyby jednorożce się nie zgodziły i uznały to za obrazę, mogłyby nas zaatakować, rozumiesz?
– Jasne.
   
*    *    *

Syriusz czekał już o trzeciej w nocy na dziewczyny, jednak te spóźniły się kwadrans.
– Lily nie chciała zasnąć – wyjaśniły.
– Dobra, to idziemy?
– Jasne – rzekła Cassandra.
– Wypij pełen korek. – Amanda podała Blackowi eliksir.
Gdy ten wypił, kolejno obie siostry zrobiły to samo.
– Co on daje?
– Szybkość, będziemy biegli w stronę środka lasu, znasz drogę?
– Oczywiście.
Przemienił się w psa.
– O-on j-jest animagiem?! – wyjąkała Amy.
– Nie powiedziałaś jej? – zdziwił się Syiusz.
– Nie, to twoja decyzja – stwierdziła i wbiegła do Zakazanego Lasu.
Po dłuższym czasie skręciła w lewo, aby okrążyć siedlisko driady.
– Dlaczego tędy? – zapytał Syriusz?
– Nieważne! – odparły.
Biegli długo aż w końcu dotarli do niewielkiego jeziorka. Amanda otworzyła, trzymany przez cały czas dzbanek. W środku znajdował się piękny kwiat. Zapach natychmiast dotarł do ich nozdrzy. Czekali chwilę, aż wreszcie zobaczyli galopujące stado.
Tuzin pięknych, białych, dorosłych jednorożców o srebrnych kopytach i pięć złotych źrebaków. Dziewczyny skłoniły się przed nimi, a Syriusz po chwili nadal w psiej postaci postąpił tak samo.
– Witajcie, nazywam się Cassandra Miller, a to moja siostra Amanda i przyjaciel Syriusz. Chcielibyśmy ofiarować wam dawniej skradziony przez driady kwiat w zamian za jedynie odrobinę krwi. Po małej fiolce od każdego dorosłego osobnika, pół od źrebaka.
Jednorożce patrzyły cały czas na kwiat.
~ Zgadzamy się ~ odparły w ich myślach.
Po kolei każdy klękną przy nich i nadstawił nogę, po czym pozwolił im pobrać odrobinę krwi, po czym dał im zaleczyć nogę. Dziewczyny postawiły kwiat przed nimi i podziękowały, po czym wraz z Syriuszem pobiegły w stronę zamku.
– Łatwo poszło – rzekły.
Zapomniały jednak o siedlisku driady i po chwili jedna strzała trafiła ziemię tuż przed nimi. Uciekali z najwyższym pędem, a dzięki eliksirowi praktycznie się nie męczyli. W końcu upadli na ziemię na granicy lasu i odetchnęli z ulgą.
– Dobra, a teraz do wieży.

*    *    *

Peter ostatnio strasznie się nudziło. Rogacz spoważniał i starał się nie robić ludziom kawałów, nie wieszał już nawet Snape’a za kostkę. Zachowywał się jak najlepiej mógł, uczył się, odrabiał lekcje, chodził z Lunatykiem do biblioteki – wszystko przez tą głupią kujonkę.
Łapa znikał zawsze rano i stawał się zamyślony, dużo mówił o tej całej Cassandrze, innej kujonce. Lunio natomiast przesiadywał w bibliotece więcej niż zwykle i uczył się z Amandą, jeszcze inną kujonką.
„Ech” – pomyślał – „Przebiegnę się po Zakazanym Lesie”.
I tak też zrobił.
Zapuścił się w postaci szczura dalej niż kiedykolwiek. W końcu znalazł się na jakiejś polance i tam przybrał ludzką postać.
– Kim jesteś? – zapytała dziewczyna, wyczołgując się z pod małego krzaczka leszczyny o lekko naciętym pniu.
Była piękna.
– Peter Pettigrew. Jesteś z Hogwartu?
– Nie – odparła jakby z drwiną. – Nazywam się Regge i jestem driadą.
– Driadą? – spytał ze zdziwieniem.
– Duchem lasu – wyjaśniła.
– Duchem?
– Bardziej nimfą.
– Co ci się stało w nogę? – Dopiero teraz dostrzegł ranę.
– Nieważne.
– Nie jest ci zimno? Mamy styczeń a ty letnią sukienkę.
– Nie – odparła zdziwiona.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosimy o dodanie linku do naszej strony, żebyśmy mogły wrzucić Cię do kolejki.

    Pozdrawiam,
    maxie

    OdpowiedzUsuń